Zamów Noni

Polecamy

calivita

Reklama

Alergia

Alergia

Odzyskałam dziecko i radość życia

z2Pragnę podzielić się z Wami moim szczęściem i kolejnym doświadczeniem. Rok 1999 był dla mojej rodziny rokiem szczególnym, a to dlatego, że moja córka Ania mogła wreszcie powiedzieć – Mamo, chyba jestem już zdrowa – prawda?

Ale zacznę od początku. Ania urodziła się w 1988 roku jako zdrowa, silna dziewczynka. Długo była karmiona piersią, ale w momencie, gdy zaczęła dostawać pokarm stały, ujawniły się u niej pierwsze objawy alergii. Testy skórne zrobiono jej, jak skończyła trzy lata. Wyszły dodatnie -uczulało ją wiele produktów spożywczych, więc staraliśmy się unikać wszystkiego, co jej szkodziło. Ania rosła, a z wiekiem pogłębiała się jej alergia, zwłaszcza ta skórna.

Leki przeciwalergiczne, które brała przez pewien czas, dawały objawy uboczne. Była ospała, bardzo nerwowa, miała kłopoty z  pamięcią. Chodziłam z nią od lekarza do lekarza, próbowałam wszystkich metod, żeby jej pomóc – na próżno. Sytuacja wyglądała coraz gorzej. Nie można było ponownie zrobić testów skórnych, gdyż nie było wolnego “pola” na skórze: całe ręce miała w ranach i strupach. Zrobiłam jej wtedy testy metodą BICOM. Ich wyniki przeszły wszelkie moje oczekiwania. Ania była uczulona prawie na wszystko – na pleśń, zboża, mleko, warzywa, pyłki, roztocza, pierze, owoce, aromaty, konserwanty, barwniki, metale. Załamałam się kompletnie i zadałam sobie pytanie – co w tej sytuacji robić? Prowadziłam zeszyt i pisałam w nim co je, po czym jest jej lepiej, a po czym gorzej. To był koszmar. Córka wyglądała coraz marniej, ważyła tylko 25 kg a miała prawie 11 lat. Była przy tym bardzo zestresowana, smutna, płaczliwa. Zdarzyło się, że parę razy zemdlała.

W tym najgorszym dla naszej rodziny okresie szczęśliwie zetknęłam się z firmą California Fitness. Podjęliśmy z mężem decyzję o całkowitym zaprzestaniu przyjmowania przez Anię leków, a jednocześnie zaczęliśmy stopniowo podawać jej suplementy. Decyzja ta podyktowana została faktem, że produkty California Fitness są naturalne, bez konserwantów i sztucznych barwników. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Stosowanie takich suplementów jak AC Zymes, Strong Bones, Full Spectrum, C Plus, algi (Spirulina, Chlorella) – przyniosło w krótkim czasie zdumiewające efekty. Rany zaczęły się goić, organizm oczyścił się, nastąpiło wzmocnienie systemu immunologicznego. Po egzemie nie było śladu, a skóra stawała się ładniejsza, gładsza i bez szpecących plam. W ciągu roku córka przybrała na wadze 9 kg, stała się spokojniejsza, zrównoważona i zaczęła lepiej przyswajać wiedzę.

Odzyskaliśmy dziecko, a wraz z nim radość życia i spokój, na który tak długo wszyscy czekaliśmy. Nie pozostaje mi w tej sytuacji nic innego, jak przekazywać zdobyte doświadczenie i wiedzę innym. Czynię to z ogromną radością i cieszy mnie każdy osiągnięty sukces, czego życzę pozostałym członkom Sieci California Fitness. Pragnę ponadto podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do stworzenia tej wspaniałej firmy, życząc Czytelnikom pogody ducha i wiary w to, że z każdego problemu zdrowotnego można wyjść obronną ręką, trzeba tylko w to uwierzyć, być wytrwałym, systematycznym i uparcie dążyć do celu.

Małgorzata Słowińska, Nowy Sącz


Moja walka z kaszlem.

Obecnie mam 55 lat; grupę krwi „0”. Ataki kaszlu po raz pierwszy pojawiły się, gdy miałam 22 lata i wraz z wiekiem pojawiały się coraz częściej. Testy alergologiczne wykazały uczulenie na wszelkiego rodzaju pyłki oraz roztocza. Doszło uczulenie na różne środki chemiczne. Z różnym skutkiem zaczęłam stosować leki przeciwalergiczne. Szukałam pomocy u zielarzy, bioenergoterapeutów, irydologów, aż w 1995 r. znalazłam informację o terapii biorezonansowej przy pomocy aparatu Bikom. Pomogło mi to funkcjonować parę lat bez leków, jednakże ataki kaszlu znów były coraz częstsze: w nocy, w sklepach, na zebraniach, spotkaniach towarzyskich – nigdzie nie mogłam pójść bez strachu, że będę się dusić i tłumaczyć, dlaczego tak okropnie kaszlę. W 1999 r. spotkałam p. Sucheckich. Dzięki nim zostałam Członkiem Sieci CaliVita” International i poznałam je] produkty.

W CFNews z 1999 r. przeczytałam artykuł p. Pasierbiewicz, która „wyleczyła” sobie podobny kaszel preparatami: Protect 4 Life i Spiruliną Max. Niestety, u mnie to nie było wystarczające. Znowu zaczęłam chodzić do lekarzy. Stosowałam bardzo drogie wziewne środki, które tylko dodatkowo podrażniały moje gardło, nasilając kaszel. Najbardziej bałam się nocy, bo chwilę po położeniu się do łóżka zaczynałam się dusić i dopiero silny lek przeciwkaszlowy pozwalał mi zasnąć na kilka godzin. Stosowałam kuracje jukką, chrząstką rekina, Culevitem – zawsze była poprawa, ale krótkotrwała.

W ubiegłym roku zastosowałam noni w kapsułkach 2 x 2/dobę. Dawka ta nie zlikwidowała kaszlu, ale skutecznie usunęła wieloletni ból reumatyczny uda i kolana. Gdy wiosną 2003 r. pojawił się Polinesian NONI w Polsce, a wraz z nim coraz wiece] informacji o jego dobroczynnym działaniu, stwierdziłam, że może to być „ostatnia deska ratunku” i od września zaczęłam go stosować. Teraz byłam już bogatsza w doświadczenia i informacje nt. jego stosowania.

Najpierw stosowałam przez tydzień 4 x 30 ml/dobę – i już prawie nie kaszlałam, w drugim tygodniu zmniejszyłam dawkę do 3 x 30 ml/dobę. Ku mojemu zdziwieniu, kaszel ustąpił! Minęły już 3 miesiące, a ja nie kaszlę i wciąż nie mogę w to uwierzyć. Obecnie zażywam dawkę profilaktyczną – 2 x 15 ml/dobę. Moje doświadczenia z zastosowań preparatów CF/CV pozwalają mi z optymizmem myśleć o przyszłości bez chorób.

Zofia Wałęga, Racibórz


„Kiedy u mojego 5-letniego synka rozpoczęłam leczenie alergii i ciągłych problemów z infekcjami i przeziębieniami, okazało się, iż po 2 tygodniach kuracji Polinesian Noni i Garlic Caps z nosa i gardła zaczęły spływać duże ilości dokuczliwego śluzu.

Podawałam wtedy 3 x 5 ml soku noni, 3 x 1 kapsułka Garlic Caps oraz AC Zymes. Nadmiar śluzu dość mnie zaniepokoił, ale dziecko nie miało przy tym gorączki. Śluz ten zatkał nos i mojemu synkowi ciężko było oddychać. Po konsultacji ze specjalistami dobrze znającymi suplementy CaliVita i Noni, zapytano mnie, czy dziecko nie chorowało wcześniej na zatoki?

Chorowało, ale były one zaleczone i wydawało mi się, że jest już wszystko dobrze…

Tymczasem zasuszony przez  antybiotyki śluz, zaczął się rozpuszczać i przy okazji odbudowy immunologicznej, układ obronny organizmu rozpoczął „samoleczenie” – usuwanie chorobotwórczego, zasuszonego śluzu z zatok na zewnątrz.

W kolejny tygodniu było jeszcze gorzej. Śluz zaatakował uszy i zaczął się przedostawać mikrokanalikami na zewnątrz powodując lekkie ranki, pojawił się ból, złe samopoczucie, ale nie wystąpiła gorączka. Teraz już wiem, że zjadliwe bakterie chorobotwórcze w wyniku rozpadu  oraz  ich toksyny mogą powodować tak silne toksyczne wżery i pieczenie (w nosie, jamie ustnej oraz na małżowinie ucha), ale wtedy byłam przerażona. Byłam bardzo zadziwiona, iż u mojego dziecka było tego bakteryjnego śluzu aż tak wiele???

Polinesian Noni zaczęłam leczyć u niego przewlekłe przeziębienie i alergię, a noni „zabrało się” za usuwanie poważniejszych problemów będących zapewne jedną z przyczyn wielu chorób – za leczenie zatok…

Postanowiłam koniecznie dziecku pomóc i ulżyć w bólu. Ruszyłam do lekarza w przychodni, a tam oczywiście zaproponowano leczenia antybiotykami…

Absolutnie nie zgodziłam się na te metody, gdyż wcześniej nie dały one żadnych rezultatów pozytywnych i tylko zadziałały na skutek utajając chorobę w organizmie. Poprosiłam o coś znieczulającego na ból uszu.

Po konsultacji zmniejszyłam ilość oczyszczających ze śluzu produktów czyli soku z noni i Garlic Caps, aby nieco na pewien czas spowolnić doskonale przebiegający proces oczyszczania się zatok z nadmiaru bakteryjnego śluzu. Konsultacja ze specjalistami od suplementów CaliVita  i Polinesian Noni wskazała mi na możliwość skorzystania z prastarej indyjskiej metody „świecowania uszu”, gdzie pod wpływem ciepła i lekkiego podciśnienia , można przyspieszyć oczyszczanie kanalików limfatycznych z rozpuszczonego wcześniej bakteryjnego śluzu. Poszukałam zatem odpowiedniej osoby, która wykonuje podobne zabiegi i po kilku sesjach tzw. „kominków”, problem minął bezpowrotnie.

Sok noni zatem nie tylko wspomógł odporność mojego dziecka, ale zabrał się za usuwanie przyczyn tych chorób, sięgając aż do leczenia „starej”, pozornie zaleczonej choroby – do zatok”.  Dziękuję Bogu za produkty CaliVITA oraz owoc NONI.

Z relacji Klubowiczki CaliVita  z Warszawy, maj 2004


Niezapomniane przeżycie…

Odkąd pamiętam, całe życie walczyłem z alergią. Będąc dzieckiem z zazdrością patrzyłem na kolegów, którzy cieszyli się urokami dzieciństwa. Dla mnie był to okres licznych pobytów w szpitalu, ogromnej liczby leków i wiecznych zakazów.
Z czasem trochę “wyrosłem” z alergii, ale w okresie pylenia się traw nie dawała mi o sobie zapomnieć.
Początek czerwca to wieczny katar i łzawienie oczu. Miałem dosyć takiego życia.

Zacząłem szukać naturalnych sposobów pozbycia się tej “wiernej towarzyszki” mojego życia. Zacząłem unikać pokarmów niezgodnych z moją grupą krwi, na wiosnę przeprowadziłem kurację oczyszczającą przy pomocy Ocean 21, AC-Zymes i Triple Potency Lecithin .
Choć poczułem się znacznie lepiej, wiedziałem, że to nie koniec moich problemów ze zdrowiem. Gdy zaczęły pylić trawy, znów poczułem delikatne drapanie w gardle, swędzenie oczu. Na szczęście miałem przy sobie Super CoQ10 Plus  oraz C-1000 . Dawki uderzeniowe tych preparatów sprawiły, że po raz pierwszy od wielu lat poczułem zapach czerwcowej przyrody. Czułem się tak, jakbym dopiero się narodził. To było niezapomniane przeżycie. Postanowiłem tego nie zmarnować. Ponieważ nie lubię łykać zbyt wielu tabletek, zamieniłem Super CoQ10 Plus  i C-1000 na Mega Protect 4 Life .
Wprawdzie są tam mniejsze dawki tych substancji odżywczych, ale w zupełnie doborowym towarzystwie. Tak liczna grupa antyoksydantów w połączeniu z miłorzębem japońskim i czarną borówką to dla mnie prawdziwe błogosławieństwo.

Jacek z Warszawy


Sok z NONI – łagodzi objawy alergii

U mojego syna, po kilku infekcjach wirusowych, wykryto astmę oskrzelową. Zrobiono zdjęcie płuc, a w przychodni lekarskiej poddano go terapii oddechowej. Okazało się, że syn jest uczulony na kurz, grzyby pleśniowe, a w Kalifornii, gdzie mieszkamy, w każdym domu jest tego pełno. Zaczęłam mu podawać Polinesian Noni co godzinę, przez osiem godzin. Następnego dnia zażywał go co dwie godziny, łącznie dwie uncje (60 ml). Drugiego dnia oddychał znacznie lżej, czuł się o wiele lepiej. Kontynuowaliśmy kurację, trzy razy dziennie jedną uncję (30 ml), a wyniki po paru dniach były rzeczywiście spektakularne. Mój syn przez całe lato nie miał żadnych objawów alergicznych, aż do powrotu do szkoły, kiedy znów zaczęło mu ciec z nosa, miał obrzęknięte i zaczerwienione oczy. Dlatego powrócił do stosowania soku z Noni w ilości 1 uncji (30 ml), który wypija zaraz po przebudzeniu. W dość krótkim czasie dolegliwości minęły. Obecnie, kiedy czuje, że jest przeziębiony, zwiększa tylko dawkę aż do ustąpienia objawów. Mój syn ma piętnaście lat, jest typowym nastolatkiem, zjada różne rzeczy bez zastanowienia, jednak dodatkowa dawka noni pozwala mu zachować zdrowie.

Nancie J.Fleming, CaliNews nr 11, wrzesień 2003


Sok Noni piję od kwietnia 2003 roku. Już podczas drugiego tygodnia stosowania Soku zauważyłam poprawę mojego zdrowia. Miałam przypływ energii i polepszył mi się sen. Nareszcie zaczynałam się wysypiać. Ustąpiły również częste bóle głowy i co miesięczne bóle menstruacyjne. Już pierwszy cykl od picia Soku Noni przeszedł bezboleśnie. Ciśnienie również mi się wyrównało, przeszły zawroty głowy. A co najważniejsze od 23 roku życia miałam alergię na słońce. Po zastosowaniu Soku Noni mogłam cieszyć się z promieni słońca bez żadnych kłopotów. Sok Noni pomógł mi też rzucić palenie. Przedtem wielokrotnie próbowałam wyjść zwycięsko z walki z nałogiem, ale zawsze głód nikotynowy mnie pokonywał. Tym razem jest zupełnie inaczej. Nie palę już od 3 miesięcy.

Krystyna J, Polska, 12 grudnia 2004


Gdy miało przyjść na świat moje dziecko, pragnęłam aby było silne, mądre, dobre i zdrowe. Trzy pierwsze marzenia spełniły się szybko, ale na realizację czwartego musiałam poczekać wiele lat.

Czwarte marzenie

Gdy mój syn dorósł do wieku trzech lat i poszedł do przedszkola, zaczęły się kłopoty. Prawie co miesiąc chorował, najczęściej na zapalenie górnych dróg oddechowych. Leczony był przede wszystkim antybiotykami, które przepisywano mu bez uprzedniego wykonania antybiogramu, a ja – młoda matka – posłusznie stosowałam się do poleceń lekarza. W pewnym momencie instynkt podpowiedział mi jednak, że coś trzeba zmienić. Po moich wielokrotnych prośbach, wydano mi końcu skierowanie do poradni specjalistycznej, celu przeprowadzenia testów skórnych. Mój syn miał wówczas dziewięć lat i bardzo zniszczony system immunologiczny. Badań nie zdążyłam wykonać. Pewnego wieczoru po prostu zaczął się dusić i znalazł się w szpitalu. Postawiono diagnozę: pyłkowica. Zaczęliśmy systematyczne szczepienia odczulające. Trwało to aż do 18. roku życia, przynosząc znikome efekty. Wiosna nie była dla naszej rodziny najpiękniejszą, lecz najtrudniejszą porą roku. O zgrozo, kwitły kwiaty, drzewa i te okropne trawy, świeciło słońce i dodatku wiatr mieszał te wszystkie wonie i pyłki.

W styczniu 2000 roku podjęłam decyzję – koniec z dotychczasowymi metodami. Zrozumiałam, że trzeba naprawić to, co jest podstawą zdrowia, a zatem wzmocnić odporność organizmu, dając mu szansę samoobrony przed chorobą. Inaczej nigdy nie przerwalibyśmy tego błędnego koła. Całkowicie zawierzyłam naszemu lekarzowi klubowemu i produktom California Fitness. Przez trzy miesiące mój syn przyjmował: Shark Aid, Garlic Caps, C 1000 i Full Spectrum. Przez następne miesiące nadal przyjmował czosnek, preparat multiwitaminowy i witaminę C. Gdy zaczął się okres pylenia roślin, dodałam do tego zestawu Luteinę – doskonale zapobiegła corocznemu zapaleniu spojówek.
Od tamtej pory bardzo dbamy o właściwą odporność organizmu. Dzięki naturalnym preparatom California Fitness spełniło się moje czwarte marzenie – mój syn jest nie tylko mądry, dobry i silny, ale też zdrowy.
Pozdrawiam wszystkich klubowiczów, których marzenia spełniają się dzięki California Fitness.

Ania Jagielska
(15%)z rodziną